top of page
Szukaj

Blisko, ale nie za blisko. O sztuce bycia sobą w relacji

Zdjęcie autora: sylwia serwońska
sylwia serwońska
3 dni temu
7 minut(y) czytania

Czy można kochać kogoś, nie zgadzając się z nim? Czy można pozwolić komuś na rozczarowanie, nie czując się winnym? I czy można być blisko, nie rezygnując z siebie?

Wyobraź sobie taką sytuację.

Jest piątkowe popołudnie. Po intensywnym tygodniu marzysz tylko o tym, żeby wrócić do domu, zdjąć buty, zrobić sobie herbatę i przez chwilę niczego od siebie nie wymagać.

Dzwoni telefon. Mama.

– Przyjedziecie w niedzielę na obiad?

– Mamo, w tę niedzielę chcemy zostać w domu. Ostatnio mieliśmy naprawdę dużo na głowie i potrzebujemy odpocząć.

Po drugiej stronie zapada cisza.

– No tak. Rozumiem. Teraz to już dla nikogo nie masz czasu.

Czujesz znajomy ucisk w brzuchu. Jeszcze przed chwilą wiedział_ś, czego potrzebujesz. Teraz zaczynasz się zastanawiać, czy nie jesteś egoistą. Może przesadzasz z tym odpoczynkiem? Przecież mama będzie smutna. Może jednak pojedziecie, żeby nie robić jej przykrości?

I właśnie w tym momencie wydarza się coś bardzo ważnego.

Twoja potrzeba odpoczynku nie zniknęła. Zniknęła natomiast pewność, że masz prawo ją mieć.

A teraz wyobraź sobie inną wersję tej rozmowy.

– Mamo, słyszę, że jest ci przykro. Wiem, że chciałabyś nas zobaczyć. Ja też lubię nasze spotkania. Ale w tę niedzielę zostajemy w domu. Możemy umówić się na przyszły weekend.

Mama nadal jest rozczarowana.

A ty?

Ty też nie czujesz się szczególnie komfortowo. Nadal masz ucisk w brzuchu. Nadal pojawia się pokusa, żeby wszystko odkręcić.

Ale tym razem nie rezygnujesz z siebie tylko dlatego, że ktoś inny przeżywa trudne emocje.

Nie musisz chronić drugiej osoby przed rozczarowaniem, żeby zachować z nią dobrą relację.

I właśnie o tym jest jedna z najciekawszych koncepcji psychologicznych dotyczących dojrzałości emocjonalnej.

Czy w bliskości jest miejsce na dwoje?

Amerykański psychiatra i terapeuta rodzinny Murray Bowen nazwał tę zdolność różnicowaniem się Ja (Differentiation of Self).

Brzmi dość naukowo, ale dotyczy czegoś, z czym mierzymy się niemal każdego dnia.Chodzi o zdolność pozostawania sobą w relacji z drugim człowiekiem. O możliwość zachowania własnych myśli, uczuć, przekonań i potrzeb, nawet wtedy, gdy ktoś bliski widzi świat inaczej.

Bo w relacjach nieustannie spotykają się dwa światy.

Ja czegoś chcę, a ty nie.

Ja coś czuję, a ty tego nie rozumiesz.

Ja potrzebuję bliskości, a ty potrzebujesz przestrzeni.

Ja mam inne zdanie, a ty jesteś przekonany, że się mylę.

I co wtedy?

Wiele osób nieświadomie zna tylko dwa rozwiązania: albo zrezygnować z siebie, żeby zachować więź, albo oddalić się od drugiego człowieka, żeby odzyskać poczucie wolności.

Bowen zaproponował trzecią możliwość.

Mogę pozostać blisko ciebie i jednocześnie pozostać sobą.

Kiedy twoje emocje stają się moją odpowiedzialnością

Przyjrzyjmy się jeszcze jednej sytuacji.

Wracasz wieczorem do domu. Partner jest milczący, wyraźnie czymś zdenerwowany.

Pytasz:

– Co się stało?

– Nic.

Ale widzisz, że coś jest nie tak.

Zaczynasz analizować ostatnie godziny. Może powiedziałaś coś niewłaściwego? Może zapomniałaś o czymś ważnym? Może jest na ciebie zły?

Próbujesz go rozśmieszyć. Pytasz kolejny raz. Proponujesz herbatę. Robisz się coraz bardziej spięta.

Po godzinie okazuje się, że miał po prostu trudny dzień w pracy.

Tylko że ty przez tę godzinę zdążyłaś przeżyć cały emocjonalny dramat.

Dlaczego?

Bo jego napięcie uruchomiło twoje napięcie. Jego nastrój zaczął regulować twój nastrój. Jego milczenie stało się czymś, co musiałaś natychmiast naprawić, żeby sama poczuć się bezpiecznie.

Bowen opisywał podobne zjawiska jako element fuzji emocjonalnej.

W fuzji granica między moim doświadczeniem a doświadczeniem drugiej osoby staje się niewyraźna.

Jeśli ty jesteś niezadowolony, ja nie mogę być spokojna.

Jeśli ty się złościsz, ja muszę coś z tym zrobić.

Jeśli ty mnie nie akceptujesz, zaczynam wątpić w siebie.

Nie chodzi o to, żebyśmy byli obojętni na emocje bliskich. Wrażliwość, empatia i wzajemne wsparcie są przecież fundamentem dobrych relacji.

Problem zaczyna się wtedy, gdy tracimy zdolność odróżnienia tego, co należy do mnie, od tego, co należy do ciebie.

Mogę zauważyć, że jesteś smutny, i zapytać, czy potrzebujesz wsparcia.

Ale nie muszę natychmiast stawać się smutna razem z tobą.

Mogę usłyszeć twoją złość i spróbować zrozumieć jej przyczynę.

Ale nie muszę automatycznie uznawać, że zrobiłam coś złego.

Mogę być przy tobie, nie przejmując całkowitej odpowiedzialności za twój wewnętrzny świat.

A może po prostu nikogo nie potrzebować?

Istnieje jednak druga strona tej samej trudności.

Niektórzy z nas, zamiast dostosowywać się do innych, nauczyli się bronić swojej niezależności przez dystans.

„Nie będę się nikomu tłumaczyć”.

„Nie potrzebuję niczyjej opinii”.

„Jak komuś nie pasuje, to jego problem”.

„Najlepiej liczyć tylko na siebie”.

Na pierwszy rzut oka wygląda to na ogromną samodzielność.

Ale warto zadać sobie pytanie: czy rzeczywiście jestem wolny, jeśli dla zachowania spokoju muszę unikać bliskości, zależności, oczekiwań i różnicy zdań?

Bowen zwracał uwagę, że emocjonalne odcięcie nie jest tym samym co dojrzała autonomia. Czasami jest po prostu innym sposobem radzenia sobie z lękiem, który uruchamiają relacje.

Jedni tracą siebie, żeby nie stracić drugiego człowieka.

Inni odsuwają drugiego człowieka, żeby nie stracić siebie.

A dojrzałość emocjonalna zaczyna się tam, gdzie nie musimy wybierać między tymi dwiema możliwościami.

Skąd się bierze ta trudność?

Warto przyjrzeć się temu, czego nauczyliśmy się o bliskości w naszych rodzinach.

Może jako dziecko słyszałaś:

„Nie denerwuj mamy”.

„Zobacz, jaką przykrość zrobiłeś tacie”.

„Grzeczne dzieci tak się nie zachowują”.

Może w twoim domu odmienne zdanie było odbierane jako brak szacunku, a odmowa jako niewdzięczność.

Może kiedy mama była smutna, wszyscy starali się poprawić jej nastrój. A kiedy tata się złościł, cała rodzina chodziła na palcach.

W takich warunkach dziecko może nauczyć się, że bezpieczeństwo w relacji zależy od umiejętności przewidywania i regulowania cudzych emocji.

Inne dziecko może dojść do zupełnie przeciwnego wniosku: najlepiej niczego od nikogo nie potrzebować.

Te strategie często były kiedyś próbą poradzenia sobie z rzeczywistością, na którą nie mieliśmy wpływu.

Problem pojawia się wtedy, gdy jako dorośli nadal stosujemy je automatycznie, nawet w relacjach, w których moglibyśmy już wybierać inaczej.

Nie wszystko, co czuję, jest prawdą o tobie

Jest jeszcze jeden niezwykle ważny wymiar różnicowania Ja.

To zdolność oddzielania emocji od interpretacji.

Wyobraź sobie, że mówisz bliskiej osobie o swoim pomyśle, a ona odpowiada:

– Nie jestem przekonany, czy to dobry kierunek.

Natychmiast czujesz rozczarowanie, złość, może nawet wstyd.

W twojej głowie pojawia się myśl:

„On nigdy we mnie nie wierzy”.

A zaraz za nią kolejna:

„Nie wspiera mnie”.

I jeszcze jedna:

„Nie mogę przy nim być sobą”.

Zauważ, jak szybko od jednego zdania przeszliśmy do całej opowieści o relacji.

Twoje uczucia są prawdziwe. Naprawdę poczułaś się zraniona.

Ale czy twoja interpretacja jest jedynym możliwym wyjaśnieniem?

Może partner rzeczywiście bywa lekceważący. A może ma konkretne wątpliwości dotyczące tego pomysłu. Może jest zmęczony. Może po prostu widzi sytuację inaczej.

Dojrzałość emocjonalna to zarówno uważne słuchanie własnych uczuć jak i dystans do nich - nie traktujemy ich automatycznie jako niepodważalnego dowodu na intencje drugiej osoby.

Możesz powiedzieć:

„Kiedy to usłyszał_m, zrobiło mi się przykro. Odebrał_m to tak, jakbyś nie wierzył(a) w mój pomysł. Czy właśnie to chciałeś powiedzieć?”.

To niewielka zmiana w sposobie rozmowy, ale ogromna zmiana w sposobie budowania relacji.

Zamiast bronić się przed własną interpretacją, zaczynasz sprawdzać rzeczywistość.

Jak wygląda dojrzałe Ja w codziennym życiu?

Bowen mówił o rozwijaniu tak zwanej pozycji Ja.

To zdolność mówienia o sobie, swoich przekonaniach, potrzebach i wyborach bez konieczności kontrolowania drugiego człowieka.

Nie: „Przez ciebie nigdy nie mogę odpocząć”.

Ale: „Potrzebuję dzisiaj odpoczynku i zdecydowałam, że zostanę w domu”.

Nie: „Musisz zrozumieć, że mam rację”.

Ale: „Widzę to inaczej i chciałabym ci wyjaśnić dlaczego”.

Nie: „Nie wolno ci się na mnie złościć”.

Ale: „Widzę, że jesteś zły. Chcę o tym porozmawiać, ale nie chcę, żebyśmy na siebie krzyczeli”.

Nie: „Skoro mnie kochasz, powinieneś się ze mną zgodzić”.

Ale: „Zależy mi na twoim zdaniu, nawet jeśli ostatecznie podejmę inną decyzję”.

Zwróć uwagę na coś ważnego.

W żadnym z tych zdań nie próbujemy odebrać drugiej osobie prawa do własnych uczuć.

Nie próbujemy przekonać kogos , żeby natychmiast poczuł się lepiej.

Nie musimy też udowadniać, że nasze potrzeby są ważniejsze.

Po prostu pozwalamy istnieć dwóm odrębnym osobom.

Mała praktyka na najbliższy tydzień

Zacznij od zauważania momentów, w których tracisz kontakt ze sobą.

Kiedy następnym razem ktoś bliski będzie niezadowolony, rozczarowany albo zdenerwowany, spróbuj przez chwilę nie reagować automatycznie.

Poczuj stopy na podłodze. Zauważ swój oddech - jak dzisiaj płynie? jaki jest dech? a jaki wydech? Sprawdź, co dzieje się w brzuchu, klatce piersiowej, gardle.

A potem zadaj sobie cztery pytania:

  1. Co teraz czuję? Może lęk, złość, poczucie winy, napięcie?

  2. Co sobie dopowiadam? Czy zakładam, że ktoś mnie odrzuca, ocenia albo że muszę natychmiast coś naprawić?

  3. Co jest moje, a co należy do drugiej osoby? Za co rzeczywiście odpowiadam, a na co nie mam pełnego wpływu?

  4. Jak chciał(a)bym odpowiedzieć, gdybym nie musiał(a) ani walczyć, ani się podporządkowywać?


Możesz się bać i jednocześnie powiedzieć „nie”.

Możesz czuć winę i nie zmieniać decyzji.

Możesz doświadczać złości i nadal być ciekaw perspektywy drugiej osoby.

Możesz też przyznać, że popełnił_ś błąd, nie uznając przy tym całej siebie za złą.

A jeśli odkryjesz, że rzeczywiście kogoś zranił_ś, możesz wziąć za to odpowiedzialność i spróbować naprawić relację.

Różnicowanie Ja nie jest przecież sposobem na unikanie odpowiedzialności. Jest sposobem na bardziej świadome jej podejmowanie.

Bliskość, w której można oddychać

Myślę, że jednym z piękniejszych przejawów dojrzałości jest moment, w którym przestajemy traktować odmienność drugiego człowieka jak zagrożenie.

Kiedy nie muszę cię przekonywać, żebyś myślał tak jak ja.

Kiedy nie muszę się z tobą zgadzać, żebyś czuł się kochany.

Kiedy twoje rozczarowanie nie oznacza automatycznie mojej winy.

Kiedy twoja złość nie odbiera mi prawa do własnego zdania czy własnej radosci.

I kiedy mogę przyjąć twój punkt widzenia, nie tracąc swojego.

Nie oznacza to, że każdą relację trzeba utrzymywać za wszelką cenę. Jak to mawia moja przyjaciólka "nieco chłodu utrzymuje masło w świeżosci" Czasami dystans lub zakończenie kontaktu są potrzebne, szczególnie tam, gdzie dochodzi do przemocy, uporczywego przekraczania granic czy krzywdzenia.

Ale w bezpiecznych relacjach możemy stopniowo uczyć się czegoś nowego.

Nie musimy już wybierać między przynależnością a wolnością.

Możemy być razem, pozostając odrębni.

I być odrębni, nie tracąc bliskości.

Jedna z najważniejszych umiejętności w dorosłym życiu: pozwolić drugiemu człowiekowi być sobą, nie przestając być sobą.

A wtedy w relacji robi się więcej miejsca.

Na dwa różne zdania. Na dwie różne potrzeby. Na rozczarowanie, które nie musi oznaczać końca bliskości. Na granice, które nie muszą oznaczać odrzucenia.

I wreszcie — na oddech.

Inspiracja: Murray Bowen, teoria systemów rodzinnych i koncepcja różnicowania się Ja (Differentiation of Self). Przedstawione sytuacje są fikcyjnymi przykładami codziennych doświadczeń, nie opisami konkretnych pacjentów.

 
 
 

Komentarze


bottom of page