Siedem tajemnych słów – Odcinek 2: Mono no aware (物の哀れ)
Z podrózy po Japonii przywiozłam pamiątki - słowa delikatne jak wachlarze i jak one pełne nowych znaczeń.
Kiedy czegoś nie potrafimy nazwać, często pozostaje to gdzieś na obrzeżach naszej świadomości. Jak oddech lasu, szmer fal czy miękki dotyk porannej mgły.
Dopiero kiedy znajdujemy słowo, które potrafi uchwycić jakieś doświadczenie, coś się zmienia. Świat nabiera wyraźniejszych konturów, zaczynamy dostrzegać niuanse, które wcześniej umykały naszej uwadze. To, co było jedynie przelotnym wrażeniem, staje się czymś, do czego możemy wracać.
Lubię myśleć, że niektóre słowa są jak małe drzwi. Kiedy poznajemy ich znaczenie, otwierają przed nami nie tyle nowy świat, ile nowy sposób patrzenia na ten, w którym żyjemy.
Tak właśnie jest z japońskim mono no aware (物の哀れ).
Najczęściej tłumaczy się je jako „delikatne wzruszenie wobec przemijania rzeczy”. Ale to określenie obejmuje znacznie więcej: czułość, zachwyt, melancholię, świadomość nietrwałości i szczególną zdolność do poruszenia się tym, co zwyczajne.
To uczucie, które pojawia się, kiedy patrzysz na kwitnącą wiśnię i wiesz, że za kilka dni jej płatki opadną. Kiedy widzisz swoje dorosłe dziecko i nagle przypominasz sobie drobne paluszki małej dłoni w swojej. Kiedy siedzisz przy stole z bliskimi i przez krótką chwilę uświadamiasz sobie, że ten wieczór, w takim składzie, z tymi głosami, nigdy już się nie powtórzy.
Jest w tym odrobina smutku. Ale jest też ogromna wdzięczność.
Mono no aware nie polega na tym, żeby nie smucić się przemijaniem. Polega na tym, żeby pozwolić sobie odczuwać jednocześnie piękno i nietrwałość życia.
Japońskie słowa często zapisuje się znakami kanji, które mają własne znaczenia i historię. Ich poznawanie bywa trochę jak zaglądanie do wnętrza słowa.
Mono (物) oznacza rzeczy, przedmioty, ale także szerzej — zjawiska i to, co istnieje.
Aware (哀れ) wiąże się ze wzruszeniem, współczuciem, smutkiem i emocjonalnym poruszeniem. Dawniej słowo aware było również wykrzyknieniem wyrażającym zachwyt lub głębokie uczucie.
Można więc rozumieć mono no aware jako wrażliwość na poruszającą naturę rzeczy i nie jest to jedynie współczesna filozofia uważności. Pojęcie to ma głębokie korzenie w japońskiej literaturze, szczególnie w dziełach epoki Heian. W XVIII wieku uczony Motoori Norinaga uczynił je jednym z kluczy do rozumienia japońskiej estetyki, zwłaszcza słynnej Opowieści o Genjim.
Wrażliwość tę można odnaleźć także w japońskim stosunku do przyrody, w poezji, sztuce i obyczajach, a splecione z buddyjską refleksją nad nietrwałością oraz z tradycjami shintō pokazują świat natury jako wymiar ,który jest głeboko duchowy.
Zastanawiam się czasem jak bardzo współczesna kultura oddaliła nas od takiego sposobu przeżywania rzeczywistości, bo mam wrażenie,że żyjemy w świecie, który nieustannie zachęca nas do przedłużania, zatrzymywania i utrwalania.
Chcemy zachować młodość, utrzymać sprawność, zabezpieczyć przyszłość, przedłużyć przyjemność. Robimy zdjęcia, nagrywamy filmy, archiwizujemy rozmowy, zapisujemy wspomnienia w chmurze.
Potrafimy zgromadzić tysiące fotografii zachodów słońca, a jednocześnie coraz trudniej przychodzi nam spędzenie kilkunastu minut na patrzeniu, jak słońce naprawdę zachodzi. I wiele razy mialam wrazenie,że to właśnie technologia sprawiła, że wyczuliłam swoją wrażliwość, bo dzięki uchwyceniu chwili, kropli rosy , ruchu skrzydeł ptaka mogłam zachować coś ważnego, wrócić do ulotnego doświadczenia, zobaczyć twarz bliskiej osoby sprzed wielu lat,ale jednocześnie zauważyłam,że czasem potrzeba zatrzymania doświadczenia staje się silniejsza niż zdolność do jego przeżywania.
Zamiast być w chwili, próbujemy ją posiadać.
Zamiast doświadczać, dokumentujemy.
Zamiast pozwolić czemuś dobiec końca, natychmiast szukamy następnego bodźca.
Mono no aware proponuje coś zupełnie innego; nie musisz wszystkiego zatrzymywać, żeby coś było ważne, nie musisz wszystkiego powtarzać, żeby miało znaczenie, nie musisz nawet zachować pięknego doświadczenia na zawsze, żeby pozostało częścią Ciebie.
W gabinecie terapeutycznym temat przemijania pojawia się znacznie częściej, niż mogłoby się wydawać; czasami jest to trudność z pogodzeniem się z tym, że dzieci dorastają, że rodzice się starzeją, że przyjaźń zmieniła swój charakter, że pewien etap życia dobiegł końca, choć wcale nie byliśmy gotowi go pożegnać.
Bywa też, że kurczowo trzymamy się dawnej wersji siebie.
Tej, która miała więcej energii, która mogła wszystko, która była potrzebna dzieciom w określony sposób, która wierzyła, że życie potoczy się według pewnego scenariusza.
I próbujemy odzyskać coś, czego odzyskać się nie da.
A przecież zmiana nie zawsze oznacza utratę. Czasami oznacza przejście w inną jakość; bliskość z dorosłym dzieckiem może być równie głęboka jak ta z małym, choć będzie wyglądać zupełnie inaczej, miłość po dwudziestu latach może nie przypominać pierwszego zakochania, ale może zawierać coś, czego wtedy jeszcze nie było — znajomość, zaufanie, wspólną historię.
Również nasze ciało, choć zmienia się z wiekiem, nie musi być jedynie opowieścią o tym, co tracimy. Może stawać się miejscem coraz głębszego zamieszkiwania siebie. Pięknie pisze o tym Irvin D. Yalom w książce Istoty ulotne. Opowieści psychoterapeutyczne. Jej tytuł nawiązuje do słów Marka Aureliusza, przypominających, że wszyscy jesteśmy istotami jednego dnia — zarówno ci, którzy pamiętają, jak i ci, których wspominamy.
Yalom pokazuje, jak świadomość własnej śmiertelności, choć początkowo budzi lęk, może stać się jednym z najważniejszych doświadczeń przywracających nas życiu, bo dopóki żyjemy w przekonaniu, że mamy nieograniczoną ilość czasu, łatwo odkładać życie na później. Miłość na lepszy moment. Bliskość na spokojniejszy czas. Marzenia na dzień, w którym wreszcie wszystko będzie poukładane.
Dopiero świadomość, że nasz czas jest ograniczony, może nadać tym zwyczajnym chwilom niezwykłą wartość. Co ma wspolnego egzystencjalna psychoterapia Yaloma i japońskie mono no aware? Dla mnie ogromnie wiele!
Obie przypominają, że przemijanie nie musi odbierać życiu sensu. Przeciwnie — świadomość jego nietrwałości może sprawić, że zaczniemy przeżywać je pełniej.
Myśląc o mono no aware, wracam do wiersza Elizabeth Bishop „Jedna sztuka” (One Art). To jeden z najbardziej poruszających znanych mi utworów o utracie.
Jedna sztuka
Sztukę tracenia nie jest posiąść ciężko;
tyle rzeczy wypełnia ochota by przepaść,
że ich utrata nie jest żadną klęską.
Trać coś codziennie.
Pogódź się z rozterką kiepsko spędzonych godzin, kluczy, których nie ma.
Sztukę tracenia nie jest posiąść ciężko.
Potem dalej ćwicz straty, zwiększaj prędkość zapominania imion, miejsc gdzie miałaś jechać.
Żadna z tych rzeczy nie kończy się klęską.
Przepadł zegarek matki.
Patrzę z łezką na ukochane domy, każdy z nich też przepadł.
Sztukę tracenia nie jest posiąść ciężko.
Straciłam miasta, dwa, piękne.
I większą część mych włości: kontynent, jedna, druga rzeka.
Brak mi ich, ale to nie było klęską.
— I ciebie stracę (żart w głosie, ruch ręką, który kocham)
Łgać nie chcę.
To rzecz ewidentna: sztukę tracenia nie jest posiąść ciężko,
choć może zdać się (Zanotuj to!) klęską.
Elizabeth Bishop
Poetka rozpoczyna go niemal żartobliwie, przekonując, że sztuki tracenia można się nauczyć. Wystarczy ćwiczyć. Najpierw gubiąc klucze, marnując godziny, zapominając imiona. Później przychodzą większe straty: ukochane domy, miasta, miejsca, które kiedyś były całym naszym światem. A w końcu utrata kogoś bliskiego. Bishop powtarza niczym zaklęcie, że utrata nie jest klęską, a jednak z każdą kolejną strofą coraz wyraźniej czujemy, jak krucha staje się ta deklaracja. Jakby poetka próbowała przekonać samą siebie do czegoś, czego jej serce nie potrafi przyjąć i właśnie w tym tkwi niezwykła siła wiersza.
Bo czy rzeczywiście można nauczyć się tracić? Czy można tak długo ćwiczyć rozstania, aż przestaną boleć? Czy oswajanie przemijania polega na tym, żeby stawać się coraz bardziej odpornym na utratę?
A może zupełnie odwrotnie?
Japońskie mono no aware proponuje inną drogę.
Nie tyle sztukę tracenia, ile sztukę kochania tego, co z natury nietrwałe.
Bishop patrzy na świat z perspektywy tego, co już zniknęło lub może zostać odebrane. Mono no aware kieruje naszą uwagę ku temu, co jeszcze trwa, ale już nosi w sobie zapowiedź przemijania.
W jednym przypadku uczymy się żyć z pustką po czymś, co odeszło. W drugim — uczymy się być naprawdę obecni przy tym, co jeszcze jest.
Te dwie perspektywy nie wykluczają się. Przeciwnie, pięknie się dopełniają, bo życie nieustannie zaprasza nas do obu tych doświadczeń: do żegnania tego, co minęło, i do otwierania się na to, co właśnie się wydarza.
Z psychologicznego punktu widzenia można dostrzec tutaj dwa ważne aspekty dojrzałości emocjonalnej. Pierwszym jest zdolność do przeżywania straty — uznania bólu, smutku, tęsknoty, bez konieczności natychmiastowego zagłuszania tych uczuć. Drugim jest zdolność do pozostawania otwartym na życie pomimo świadomości, że wszystko, do czego się przywiązujemy, może kiedyś ulec zmianie.
To szczególnie ważne w bliskich relacjach.
Czasami tak bardzo boimy się utraty, że próbujemy zatrzymać drugiego człowieka w niezmiennej postaci; chcemy, żeby dzieci pozostały blisko, partner zawsze kochał nas w ten sam sposób, a rodzice nadal byli silni i niezależni i żeby nic nie naruszyło świata, w którym czujemy się bezpiecznie.
Tymczasem kochać kogoś to również zgodzić się na jego zmienność, na to, że nieustannie staje się kimś nowym, że relacja, jeśli ma pozostać żywa, także musi się przeobrażać.
I może właśnie tutaj spotykają się Elizabeth Bishop, Irvin Yalom i japońska wrażliwość mono no aware.
Każde z nich na swój sposób dotyka paradoksu ludzkiego istnienia: to, co najbardziej kochamy, jest zarazem tym, czego nietrwałość najtrudniej nam przyjąć.
Nie musimy jednak wybierać między przywiązaniem a pogodzeniem się z przemijaniem.
Możemy kochać głęboko, wiedząc, że nic nie trwa wiecznie. Możemy wzruszać się pięknem chwili, nie próbując jej zatrzymać. Możemy opłakiwać to, co odeszło, i jednocześnie pozostawać ciekawi tego, co jeszcze przed nami.
Być może sztuka życia nie polega na tym, żeby nauczyć się tracić bez bólu, tylko na tym, żeby świadomość przyszłej straty nie odbierała nam odwagi do kochania tego, co mamy dzisiaj.
A kiedy coś naprawdę odejdzie — pozwolić sobie za tym tęsknić, bo tęsknota także jest świadectwem miłości,a smutek mówi,że coś było dla nas ważne, mialo swoja wartośc!
Japoński tradycyjny kalendarz dzieli rok nie tylko na cztery pory, lecz także na 24 okresy sezonowe i 72 krótkie mikropory, trwające około pięciu dni.
Ich nazwy opisują drobne przemiany przyrody:
„Wschodni wiatr roztapia lód”.
„Żaby zaczynają śpiewać”.
„Pierwsze kwiaty brzoskwini zakwitają”.
„Zaczynają pojawiać się świetliki”.
Wyobraź sobie, że zamiast mierzyć upływ czasu wyłącznie kolejnymi poniedziałkami, terminami i zadaniami, zaczynamy zauważać, kiedy po raz pierwszy zakwitają przebiśniegi, kiedy wieczorem słychać pierwszego świerszcza, kiedy powietrze zaczyna pachnieć jesienią -to zupełnie inny sposób zamieszkiwania świata.
Patrzeć bez oceniania.
Słuchać bez przygotowywania odpowiedzi.
Dotykać bez pośpiechu.
Być w świecie bez konieczności wyciągania z tego jakiejkolwiek korzyści.
Taka uwaga może przywracać nam kontakt z życiem, które toczy się poza naszymi planami i dlatego tak bardzo lubię obserwować drzewa.
Drzewo nie potrzebuje naszej interpretacji. Nie oczekuje, że czegoś się od niego nauczymy. Po prostu trwa, zmienia się, wypuszcza liście, gubi je, odpoczywa zimą.
A jednak kiedy zatrzymujemy się przy nim na dłużej, możemy zauważyć coś również w sobie.
Tempo własnego oddechu. Napięcie ramion. Zmęczenie, którego wcześniej nie czuliśmy. Albo nieoczekiwany spokój.
Wrażliwość mono no aware może być także ciekawą przeciwwagą dla współczesnego perfekcjonizmu.
Żyjemy w kulturze nieustannego poprawiania siebie; mamy lepiej wyglądać, sprawniej funkcjonować, bardziej świadomie wychowywać dzieci, skuteczniej odpoczywać, piękniej urządzać domy, mądrzej przeżywać emocje.
Nawet rozwój osobisty potrafimy zamienić w kolejne zadanie do wykonania.
Tymczasem życie nieustannie wymyka się naszym wyobrażeniom o tym, jakie powinno być.
Kwiat wiśni nie kwitnie przez cały rok, letnie popołudnie spędzone na trawniku nad potokiem może być jednym z najczulszych wspomnień.
W Japonii szczególnie porusza mnie sposób, w jaki drobne zjawiska przyrody stają się częścią języka i codziennych rytuałów.
Komorebi — światło słoneczne przesączające się przez liście drzew.
Shigure — przelotny deszcz późnej jesieni i wczesnej zimy.
Oborozukiyo — noc, w której księżyc świeci przez delikatną mgiełkę.
Każde z tych słów zaprasza do zatrzymania uwagi przy czymś, co łatwo przeoczyć,a co należy do świata pewnej subtelnej wrażliwości na świat wokół; zauważenia, jak zmienia się światło w pokoju, rozpoznania emocji na twarzy drugiego człowieka, poczucia, że właśnie teraz jest nam dobrze — bez potrzeby natychmiastowego zastanawiania się, jak długo ten stan potrwa.
Mała praktyka mono no aware
Chciałabym zaproponować Ci drobny eksperyment.
Przez najbliższe dni spróbuj zauważyć jedną rzecz, która właśnie się zmienia.
Może to być liść za oknem, światło o poranku, głos bliskiej osoby, zapach powietrza, zmiana we własnym ciele.
Nie fotografuj jej od razu. Nie próbuj jej zatrzymać.
Po prostu pobądź z nią przez chwilę.
Zauważ, co czujesz, kiedy uświadamiasz sobie, że ten moment nie powtórzy się dokładnie w takiej samej postaci.
Czy pojawia się smutek? Wdzięczność? Czułość? A może nic szczególnego?
Nie szukaj właściwej odpowiedzi.
Pozwól doświadczeniu być takim, jakie jest.
Być może odkryjesz, że uważność nie zawsze prowadzi do spokoju. Czasami prowadzi do wzruszenia. A czasami do pełniejszego odczuwania tego, jak bardzo jesteśmy związani ze światem, który nieustannie się zmienia.
Inspiracje i źródła
Elizabeth Bishop, „Jedna sztuka” (One Art) — w przekładzie Stanisława Barańczaka.
Irvin D. Yalom, Istoty ulotne. Opowieści psychoterapeutyczne
Motoori Norinaga, japoński myśliciel i badacz literatury — jego interpretacja mono no aware jako wrażliwości na poruszającą naturę rzeczy stanowi jedno z najważniejszych źródeł rozumienia tego pojęcia w japońskiej estetyce.
Artykuł jest osobistą refleksją inspirowaną japońską kulturą, literaturą i psychologią egzystencjalną. Spotykają się w nim trzy perspektywy: sztuka tracenia, świadomość przemijania i sztuka pełnego przeżywania tego, co właśnie trwa.





Komentarze