Siedem tajemnych słów z Japonii. odcinek 1 : Natsukashi (懐かしい)
Zaktualizowano: 15 godzin temu
Co przywiozłam sobie z Japonii? Przede wszystkim słowa — delikatne jak wachlarze, a jednocześnie niosące głęboki sens. Kiedy czegoś nie potrafimy nazwać, istnieje jedynie w tle – jak oddech lasu, szmer fal czy miękki dotyk porannej mgły. Dopiero gdy znajdujemy rzeczom imię, coś się zmienia: świat wyostrza kontury, barwy nabierają głębi, a pamięć staje się czulsza.
Japońska kultura od wieków pielęgnuje język uwagi – subtelny, pełen czułości wobec tego, co ulotne: wilgoć w powietrzu, światło przesączające się przez liście, ciszę, która wnika w skały. To język, który nie boi się przemijania, przeciwnie – widzi w nim piękno. Pierwsze tajemne słowo to natsukashii (懐かしい) i trudno znależć polski odpowiednik ,ale najbliższe mu znaczenie to nostalgia, czuła tęsknota, wzruszenie wywołane wspomnieniem czegoś, co było dla nas ważne.
W języku polskim nostalgia często kojarzy się ze smutkiem i żalem za czymś utraconym, pragnieniem powrotu do przeszłości, a japońskie natsukashii ma zazwyczaj cieplejszy odcień, bo to tęsknota, która nie boli. To uczucie, które pojawia się, kiedy słyszysz melodię, której nie słyszał_ś od dzieciństwa, i nagle wraca cały świat tamtych lat, albo czujesz zapach, który przypomina Ci dom babci, to może być uczucie bycia u siebie kiedy wracasz po latach do miejsca, które kiedyś było Ci bliskie, albo patrzysz na stare zdjęcie i uśmiechasz się do osoby, którą wtedy był_ś i zamiast żalu pojawia się wdzięczność.
To słowo, które sięga w przeszłość , ale z innym niż zwykle jesteśmy skłonni mieć nastawieniem . W Japonii – to ciepły uśmiech serca i uczucie, że przy jakimś wspomnieniu w środku robi się jasno.
Jego pierwszy znak (kanji) , 懐, można odczytać jako futokoro. Oznacza on między innymi przestrzeń przy piersi, wewnątrz ubrania, gdzie dawniej przechowywano blisko ciała cenne przedmioty. Może również odnosić się do czyjegoś wnętrza, uczuć i serdeczności. Co ciekawe, w budowie tego znaku znajduje się element 忄, wywodzący się od znaku 心 (kokoro) — serce, umysł, wewnętrzny świat człowieka.
Możemy więc wyobrazić sobie futokoro jako kieszeń blisko serca, w której przechowujemy to, co dla nas najcenniejsze: drobne pamiątki, wspomnienia, obrazy, uczucia. To piękna metafora słowa natsukashii.
Czy moge sobie wyobrazić nostalgię bez tęsknoty za czymś, co bezpowrotnie utracił_m? Czasem odkrywamy, że to, co kiedyś kochaliśmy, nadal w nas żyje. W zapachu, który nagle przywołuje dzieciństwo. W melodii, która budzi dawno zapomniane wzruszenie. W miejscu, do którego wracamy po latach i rozpoznajemy nie tylko znajomy krajobraz, ale również dawnych siebie.
Natsukashii zdaje się szeptać: „To nie odeszło. To wciąż tu jest. Tylko trochę bardziej w środku”. Niektóre wspomnienia zamiast smutku przynoszą nam ciepło i nie domagają się powrotu do przeszłości. Przypominają, jak wiele z tego, co przeżyliśmy, nadal nosimy w sobie.
W tym jednym słowie mieści się cała filozofia emocji – łagodna, nieoceniająca, serdeczna. Wspominanie w trybie natsukashii nie ciąży, ale koi. Pomaga wrócić do równowagi, gdy życie szarpie za szwy. To sposób regulacji nastroju, w którym wdzięczność i spokój zastępują żal i stratę.
Kiedy Japończyk mówi natsukashii, nie dzieli się bólem przeszłości, ale jej światłem.
Jak podczas hanami, gdy podziwia kwitnące wiśnie – wiedząc, że ich piękno potrwa krótko, a mimo to świętuje każdą chwilę. To nostalgia w czasie rzeczywistym – świadomość, że to, co właśnie przeżywam, już staje się wspomnieniem.
Natsukashii – pierwsze z siedmiu słów, które przywiozłam sobie z Japonii jest bardziej doświadczaniem czucia i uczy mnie, że można wspominać bez ciężaru, że pamięć może być światłem, nie cieniem, że można wracać do przeszłości nie po to, by się w niej zgubić – ale by rozświetlić ją obecnością.
W takim duchu czesto prowadzę warsztaty; schodzimy delikatnie w głąb pamięci, także tej przodków, zabierając ze sobą światło świadomości i czułości.
Patrzymy na to, co w nas domaga się wspomnienia – nie po to, by bolało,
lecz by mogło się ogrzać i wrócić do życia.





Komentarze