top of page
Szukaj

Czy medytując razem, możemy zmieniać świat? O zbiorowej medytacji między nauką a tajemnicą

Zdjęcie autora: sylwia serwońska
sylwia serwońska
3 paź
5 minut(y) czytania

Jest coś szczególnego w medytowaniu razem.

Każdy siedzi w swoim ciele, z własnym oddechem, własnymi myślami, własną historią. A jednak po pewnym czasie pojawia się doświadczenie, które trudno sprowadzić wyłącznie do „ja”. Jest grupa. Wspólna cisza. Rytm. Obecność innych ludzi, którzy przez chwilę nie muszą niczego produkować, udowadniać ani naprawiać.

Jako terapeutkę i osobę pracującą z oddechem interesuje mnie jednak pytanie idące znacznie dalej:

czy wspólna medytacja wpływa tylko na ludzi, którzy w niej uczestniczą, czy może jej oddziaływanie sięga również poza krąg medytujących?

Właśnie tutaj zaczyna się fascynująca — ale też kontrowersyjna — historia badań nad tzw. efektem Maharishiego.

I od razu warto postawić granicę pomiędzy tym, co badania rzeczywiście wykazały, a tym, co czasami zaczynamy na ich podstawie opowiadać.


Od lat 70. badacze związani z programem Medytacji Transcendentalnej (TM) zaczęli analizować dane społeczne, stawiając niezwykłą hipotezę: jeżeli odpowiednio duża grupa ludzi praktykuje medytację, zmiana może być widoczna nie tylko u nich samych, lecz także w funkcjonowaniu społeczności.

Jedno z badań obejmowało losową próbę 160 amerykańskich miast i dane z lat 1972–1978. Autorzy raportowali zależność pomiędzy wzrostem liczby osób praktykujących TM a późniejszym obniżeniem wskaźników przestępczości, po uwzględnieniu części zmiennych demograficznych.

To jednak ważne rozróżnienie: nie był to eksperyment pokazujący, że wspólna medytacja spowodowała spadek przestępczości. Była to analiza zależności w danych społecznych.

Jeszcze ciekawszy przypadek pojawił się później w Wielkiej Brytanii.


Badacze analizowali miesięczne dane dotyczące przestępczości w Merseyside z lat 1978–1991 oraz liczebność grupy praktykującej TM i program TM-Sidhi.

Według opublikowanej analizy, kiedy w marcu 1988 roku liczebność grupy po raz pierwszy przekroczyła zakładany przez autorów próg, odnotowano 13,4-procentowy spadek przestępczości. Autorzy podawali również, że do 1992 roku Merseyside przeszło od trzeciego najwyższego wskaźnika przestępczości wśród jedenastu największych obszarów metropolitalnych Anglii i Walii do najniższego.


Brzmi spektakularnie.

Ale właśnie przy słowie „spektakularnie” warto na chwilę zwolnić.

Badanie pokazuje statystyczną zależność zgodną z hipotezą autorów. Nie oznacza to automatycznie, że dowiedziono niewidzialnego wpływu medytujących ludzi na zachowanie całego miasta. W badaniach populacyjnych bardzo trudno wykluczyć wszystkie równoległe zmiany społeczne, ekonomiczne, policyjne czy demograficzne.


Podobną hipotezę testowano w Kanadzie.

Analiza obejmowała lata 1983–1985 i wykorzystywała wskaźnik składający się z liczby zabójstw, samobójstw i śmiertelnych wypadków drogowych. Autorzy raportowali istotne statystycznie zmniejszenie liczby gwałtownych zgonów w okresach związanych ze wzrostem liczebności dużej grupy praktykującej TM/TM-Sidhi w USA.

Druga analiza dotycząca Kanady obejmowała lata 1972–1986 i uwzględniała również konsumpcję papierosów oraz dni pracy utracone z powodu strajków. Wyniki opublikowano w 1995 roku w „Psychological Reports”. PubMed

Znów mamy więc interesujący sygnał.

Ale nadal — sygnał, a nie ostateczny dowód przyczynowości.

Najbardziej niezwykłe pytanie: czy medytacja może wpływać na wojnę?

Tutaj historia robi się jeszcze bardziej prowokująca.

W 1983 roku podczas wojny w Libanie zorganizowano w Jerozolimie duże zgromadzenie praktykujących TM i TM-Sidhi.

Badacze analizowali m.in. liczbę ofiar wojny, intensywność konfliktu, przestępczość, wypadki samochodowe, pożary, sytuację giełdową oraz „nastrój narodowy” określany na podstawie analizy treści wiadomości.

Autorzy raportowali, że wraz ze wzrostem liczby uczestników medytacji wskaźniki zmieniały się w przewidywanym przez nich kierunku — m.in. spadała liczba ofiar i intensywność wojny. Analizy uwzględniały m.in. dni tygodnia, święta, pogodę i sezonowość. Badanie zostało opublikowane w 1988 roku w „Journal of Conflict Resolution”. DOI


Jeszcze bardziej medialne wyniki przyniosła analiza trzech dużych zgromadzeń odbywających się w latach 1983–1985.

Autorzy podali 72-procentowy spadek terroryzmu oraz średnio 32-procentowy spadek konfliktów międzynarodowych podczas okresów zgromadzeń. Dane dotyczące terroryzmu pochodziły z RAND Corporation, a konflikt oceniano na podstawie wiadomości publikowanych w „New York Times” i „London Times”. Tandfonline



I tutaj łatwo zrobić następny krok:

„Udowodniono, że zbiorowa medytacja zmniejsza wojny i terroryzm”.

Tyle że nauka jeszcze na taki krok nam nie pozwala.

Bo w tej historii jest również druga strona

Badania nad efektem Maharishiego spotkały się z poważną krytyką metodologiczną.

Philip Schrodt z University of Kansas opublikował w 1990 roku w tym samym „Journal of Conflict Resolution” analizę badania dotyczącego Bliskiego Wschodu. Wskazał m.in. problemy dotyczące sposobu definiowania badanej populacji, możliwości odwróconej przyczynowości oraz niewystarczającego wykluczenia zależności pozornych. Sage Journals

Autorzy pierwotnego badania odpowiedzieli na tę krytykę, przedstawiając dodatkowe analizy i argumentując, że wyniki pozostają stabilne przy alternatywnych modelach statystycznych. Dyskusja więc nie zakończyła się prostym „obalono” albo „udowodniono”.


Co wiemy z większą pewnością?

W 2018 roku w „Scientific Reports” opublikowano przegląd i metaanalizę randomizowanych badań dotyczących wpływu medytacji na zachowania prospołeczne.

Badacze znaleźli umiarkowany ogólny efekt, ale po uwzględnieniu jakości metodologicznej obraz wyraźnie się komplikował: korzyści dotyczyły przede wszystkim współczucia i empatii, natomiast nie wykazano przekonującego wpływu na agresję, poczucie więzi czy uprzedzenia. Co szczególnie istotne dla naszej historii — badania nad Medytacją Transcendentalną i zmniejszeniem przemocy nie spełniły kryteriów randomizowanych badań kontrolowanych i dlatego nie zostały włączone do tej metaanalizy.

Inna metaanaliza obejmująca 26 randomizowanych badań i 1714 uczestników wykazała małe do umiarkowanych efekty praktyk medytacyjnych dotyczące empatii, współczucia i zachowań prospołecznych. Co ciekawe, większość analizowanych interwencji odbywała się właśnie w grupach.


To pozwala powiedzieć coś znacznie bardziej ugruntowanego:

medytacja może zmieniać ludzi, którzy medytują.

Natomiast nie mamy obecnie dowodów by powiedzieć:

ludzie medytujący w jednym miejscu powodują spadek przestępczości czy liczby ofiar wojny wśród osób, które z nimi nie medytują.

To są dwie zupełnie różne tezy.

A jednak zbiorowa medytacja mnie fascynuje

Nie dlatego, że chcę obiecać, że dwanaście osób siedzących w kręgu w Krakowie czy w Sanoku obniży jutro wskaźnik przestępczości w Polsce.

To byłoby piękne. I bardzo wygodne dla policji. ;)

Fascynuje mnie coś znacznie bardziej namacalnego.

Jeżeli praktyka pomaga człowiekowi zauważyć własną reakcję, zanim automatycznie za nią podąży; jeśli zwiększa zdolność do współczucia, uważności czy zatrzymania — to ten człowiek po zakończeniu medytacji wraca do relacji.

Do partnera.

Do dziecka.

Do współpracowników.

Do człowieka stojącego przed nim w kolejce.

I być może właśnie tutaj zaczyna się najbardziej realny społeczny wymiar medytacji.

Nie potrzebujemy do jego wyjaśnienia niewidzialnego pola świadomości.

Zmiana może rozchodzić się poprzez zachowanie.

Człowiek wpływa na człowieka. Relacja na relację. Sposób reagowania jednej osoby zmienia odpowiedź drugiej.

A kiedy praktykujemy razem, dochodzi jeszcze doświadczenie wspólnoty: nie jestem jedynym człowiekiem, który próbuje na chwilę przestać uciekać od siebie.


Badania nad efektem Maharishiego są intrygujące i zawierają wyniki, których nie warto po prostu wyśmiewać. Są publikacje, analizy statystyczne i powtarzające się obserwacje. Są również zarzuty metodologiczne i brakuje niezależnych, rygorystycznych badań, które pozwoliłyby uznać wpływ medytacji „na odległość” na społeczeństwo za ustalony fakt naukowy.

Dlatego zamiast mówić:

„zbiorowa medytacja obniża przestępczość i zatrzymuje wojny”

wolę powiedzieć:

istnieją badania, które wykazały niezwykłe korelacje pomiędzy dużymi zgromadzeniami medytujących a zmianami wskaźników społecznych.

A jednocześnie istnieją znacznie mocniejsze podstawy, żeby sądzić, że medytacja może wpływać na tego, kto medytuje — na jego uwagę, empatię, współczucie i sposób reagowania na drugiego człowieka.

I może na razie to wystarczy.

Bo przecież społeczeństwo nie istnieje gdzieś poza nami.

To my nim jesteśmy.

Kiedy więc kilkanaście osób siada razem w ciszy, być może nie wiemy jeszcze, czy zmienia się „pole”.

Wiemy natomiast, że kilkanaście osób za chwilę wstanie z poduszek i wróci do świata.

I mnie najbardziej interesuje właśnie to:

kim z tej ciszy wrócimy do innych?

 
 
 

Komentarze


bottom of page