Fenomen medytacji Labiryntu. Droga, która prowadzi do środka

Są miejsca, które oglądamy, i są takie, których musimy doświadczyć. Labirynt należy do tej drugiej kategorii. Można przyglądać się jego geometrii, poznawać historię, liczyć zakręty i obwody, szukać znaczeń poszczególnych elementów,ale jego istota ujawnia się dopiero wtedy, kiedy stawiamy stopę na ścieżce i zaczynamy iść.Może właśnie dlatego labirynt przetrwał tak długo. Jest jednocześnie obrazem i doświadczeniem. Symbolem i ruchem. Architekturą, którą poznajemy nie tylko oczami, lecz całym ciałem.
Szczególne miejsce w tej historii zajmuje Labirynt Chartres – średniowieczny kamienny wzór znajdujący się w posadzce nawy katedry Notre-Dame w Chartres we Francji. Powstał na początku XIII wieku, prawdopodobnie w pierwszych dwóch dekadach stulecia, równolegle z budową gotyckiej katedry. Jest jednym z najważniejszych zachowanych przykładów wielkich średniowiecznych labiryntów kościelnych, szczególnych również dlatego ,że jest to wzór jednościeżkowy – nie ma w nim ślepych uliczek. Nie trzeba podejmować decyzji, czy skręcić w prawo, czy w lewo. Nie można wybrać „złej” drogi. Jest jedna ścieżka prowadząca do centrum, a później ta sama ścieżka wyprowadza z niego na zewnątrz. I właśnie w tej prostocie kryje się jego niezwykłość.
Labirynt w Chartres powstał około roku 1200, w epoce, w której architektura sakralna była jednocześnie teologią, geometrią, opowieścią i doświadczeniem przestrzeni. W posadzce katedry ułożono z jasnego i ciemnego kamienia ogromny wzór przeznaczony nie tylko do oglądania. Wszystko wskazuje na to, że miał być przemierzany. Najnowsze badania prowadzone przez środowisko związane z katedrą łączą jego pierwotną funkcję przede wszystkim z chrześcijańską liturgią, szczególnie z symboliką Wielkanocy, śmierci i zmartwychwstania.
Wokół średniowiecznych labiryntów narosło jednak wiele późniejszych legend. Jedną z najbardziej znanych jest opowieść, że zastępowały pielgrzymkę do Jerozolimy. Jest to piękna metafora, ale historycznie nie mamy wystarczających źródeł, by traktować ją jako pewnik. Sama katedra w Chartres zwraca uwagę, że wiele współczesnych interpretacji labiryntu nie znajduje potwierdzenia w średniowiecznych dokumentach.
To rozróżnienie jest dla mnie ważne.Nie musimy dodawać labiryntowi legend, aby był fascynujący.Już sam fakt, że osiemset lat temu człowiek wchodził na tę drogę, stawiał jeden krok za drugim, zbliżał się do centrum, po chwili od niego oddalał i ponownie do niego wracał, jest niezwykły. Labirynt jest dla mnie drogą zapisaną w przestrzeni.
Dlaczego droga nie prowadzi prosto?
Kiedy patrzymy na Labirynt Chartres z góry, centrum wydaje się bardzo blisko.
Można by przejść do niego w kilku krokach, ale ścieżka robi coś zupełnie innego.
Prowadzi nas w pobliże środka, żeby za chwilę odprowadzić daleko. Zawraca. Zmienia kierunek. Ponownie przybliża. Człowiek może mieć wrażenie, że już prawie dotarł, a po chwili znajduje się znów na obrzeżu. I tutaj geometria zaczyna przypominać psychologię, bo przecież dokładnie tak często wygląda zmiana. Rzadko rozwijamy się po prostej, cześciej wracamy do tych samych tematów. Do podobnych relacji. Do dawnych pytań. Czasami wydaje nam się, że zrobiliśmy ogromny krok naprzód, a później życie prowadzi nas ponownie w miejsce, które wydawało się już przepracowane.
Tyle że my nie jesteśmy już w nim tymi samymi ludźmi.
Labirynt daje temu doświadczeniu materialny kształt; można oddalać się od centrum i nadal być na właściwej drodze.To jedna z najpiękniejszych lekcji, jakie niesie jego forma.
Medytacja, która wydarza się w ruchu
Większości z nas medytacja kojarzy się z bezruchem. Siadamy, zamykamy oczy, obserwujemy oddech albo kierujemy uwagę na określony przedmiot.W labiryncie medytacja zaczyna się od kroku.Ciało jest w ruchu, ale umysł stopniowo może zwalniać. Nie trzeba zastanawiać się, dokąd skręcić. Ścieżka już istnieje. Pozostaje iść.
Krok.
Oddech.
Krok.
Zakręt.
Spotkanie z drugim człowiekiem.
Zwolnienie.
Ponowne ruszenie.
Współczesny ruch labyrinth walking opisuje tę praktykę właśnie jako formę walking meditation – medytacji chodzonej. Dla osób, którym trudno pozostawać nieruchomo podczas klasycznej medytacji, ruch może stać się naturalnym sposobem skupienia uwagi.
Co ciekawe, współczesne badania nad chodzeniem po labiryncie istnieją, choć jest to nadal niewielka dziedzina i trzeba ostrożnie podchodzić do mocnych twierdzeń terapeutycznych. Przegląd 29 badań dotyczących labyrinth walking wskazał powtarzające się w opisach uczestników doświadczenia wyciszenia, poszerzonej świadomości, poczucia przemiany i kontaktu z czymś przekraczającym codzienne „ja”. To interesujące obserwacje, ale nie oznaczają jeszcze, że labirynt jest sam w sobie metodą leczenia konkretnych zaburzeń.
Być może jego fenomen leży gdzie indziej.Labirynt daje strukturę doświadczeniu, ale nie mówi, jakie to doświadczenie ma być.
Trzy momenty drogi
Współczesna praktyka, szczególnie rozwijana przez Lauren Artress i założoną przez nią organizację Veriditas, przywróciła chodzenie po labiryncie jako praktykę kontemplacyjną. Artress opisuje labirynt jako medytację chodzoną i drogę modlitwy, na której psychika może spotkać się z wymiarem duchowym. W praktyce bardzo naturalnie pojawiają się trzy etapy:
droga do centrum – centrum – droga powrotna.
Można nadać im wiele znaczeń.Idąc do środka, mogę pozwalać odpadać temu, z czym przyszłam. Mogę wejść z pytaniem, intencją albo po prostu z ciekawością.Centrum jest zatrzymaniem.Nie musi wydarzyć się tam nic spektakularnego. Można stanąć. Usiąść. Oddychać. Poczuć ciało. Zostać przez chwilę bez pytania.
A potem następuje rzecz niezwykle ważna:trzeba wrócić.
Labirynt nie kończy się w centrum. Droga prowadzi z powrotem do świata.
Dlatego można widzieć w nim strukturę: wejście – doświadczenie – integracja.
Nie chodzi tylko o zejście do wnętrza siebie. Chodzi także o powrót i sprawdzenie, co z tego spotkania zabieram do swojego życia.
Labirynt nie mówi, co masz znaleźć
To jest dla mnie jedna z najważniejszych cech tej praktyki.
Można wejść do labiryntu z intencją, ale nie trzeba wchodzić z gotową odpowiedzią.
Jednego dnia pojawi się wzruszenie.
Innego – złość.
Czasami wspomnienie.
Czasami niezwykłe poczucie ciszy.
A czasami człowiek przejdzie całą drogę i pomyśli:nic się nie wydarzyło.
I to także jest doświadczenie. Labirynt nie jest testem duchowości.
Nie trzeba zobaczyć symbolu, poczuć „energii”, spotkać przodka ani otrzymać odpowiedzi.
Można po prostu iść.
To ważne także dlatego, że wokół labiryntu narosło wiele ezoterycznych interpretacji dotyczących szczególnych energii czy właściwości jego geometrii. Oficjalne materiały katedry w Chartres wyraźnie dystansują się od traktowania labiryntu jako magicznego obiektu. Historycznie jego znaczenie wyrasta przede wszystkim z chrześcijańskiej symboliki drogi, modlitwy i liturgii. Można jednak korzystać z niego dzisiaj w sposób kontemplacyjny, psychologiczny czy symboliczny – pod warunkiem że potrafimy odróżnić historyczne znaczenie Labiryntu Chartres od naszych współczesnych sposobów pracy z jego formą.
I właśnie ta otwartość sprawiła, że labirynt znalazł dzisiaj tak wiele zastosowań.
Z czym można wejść do labiryntu?
Nie istnieje jedna właściwa medytacja labiryntu.
Można wejść bez żadnej intencji i potraktować drogę jak praktykę uważności: obserwować stopy, oddech, tempo, napięcia w ciele i impulsy do przyspieszania.
Można wejść z pytaniem. Nie po to, żeby wymusić odpowiedź, lecz żeby przez pewien czas z nim pobyć.
Można pracować z decyzją. Zamiast analizować kolejne „za” i „przeciw”, pozwolić ciału poruszać się, a umysłowi na chwilę przestać produkować rozwiązania.
Można wejść z emocją – smutkiem, gniewem, lękiem, tęsknotą – i sprawdzić, jak zmienia się ona podczas drogi.
Można przejść labirynt jako rytuał przejścia: po zakończeniu relacji, zmianie pracy, przeprowadzce, narodzinach dziecka, wejściu w nowy etap życia czy po stracie.
Można pracować z intencją twórczą. Artyści, pisarze czy osoby poszukujące nowego kierunku mogą wejść z pytaniem i pozwolić, aby chodzenie rozluźniło zwykły sposób myślenia.
Można również potraktować labirynt jako drogę modlitwy – i jest to sposób najbliższy religijnemu kontekstowi Chartres.
Każda z tych praktyk wykorzystuje tę samą strukturę.
Zmienia się tylko intencja człowieka.
Labirynt i praca z rodem
Jest jeszcze jedna możliwość, szczególnie mi bliska: wykorzystanie labiryntu jako symbolicznej przestrzeni do pracy z przynależnością i historią rodu.
Nie dlatego, że Labirynt Chartres historycznie służył do pracy transgeneracyjnej – nie służył. To współczesna forma pracy wykorzystująca jego strukturę.Wchodząc, mogę postawić sobie pytanie:Skąd przychodzę?
Mogę pomyśleć nie tylko o rodzicach, dziadkach i pradziadkach, ale o całym strumieniu życia, który musiał wydarzyć się przede mną, żebym mogła znaleźć się właśnie tutaj.
Ród nie musi oznaczać wyłącznie więzów krwi.Istnieją również ludzie, którzy nas ukształtowali: nauczyciele, mentorzy, wspólnoty, tradycje, autorzy, kobiety i mężczyźni, których nigdy nie spotkaliśmy, a którzy pozostawili idee pozwalające nam żyć inaczej.
Można więc wejść do labiryntu z pytaniami:
Do czego należę?
Co otrzymałam?
Co chcę zachować?
Co nie musi być dalej powtarzane?
Jakie jest moje miejsce?
Centrum może wtedy symbolizować bardzo prosty moment:
jestem tutaj.
Nie jako moja babka.
Nie jako moja matka.
Nie jako osoba, którą ktoś chciał, żebym została.
Jako ja.
A droga powrotna staje się pytaniem nie o przeszłość, ale o przyszłość:
Co chcę ponieść dalej?
To właśnie jest dla mnie istotą Nici Światła – sesji zestrojenia z rodem poprzez medytację Labiryntu.
Labirynt przechodzony wspólnie
Jeszcze inne doświadczenie powstaje wtedy, kiedy na ścieżkę wchodzi grupa.
Nagle okazuje się, że „moja droga” nie jest już tylko moja.
Ktoś idzie szybciej.
Ktoś bardzo wolno.
Ktoś zatrzymuje się przede mną.
Z kimś trzeba się minąć na wąskiej ścieżce.
Czasami ustępuję.
Czasami ktoś ustępuje mnie.
I wtedy pojawia się fascynujące lustro relacji.
Czy trudno mi przepuszczać innych?
Czy automatycznie schodzę wszystkim z drogi?
Czy się spieszę?
Czy porównuję swój rytm?
Czy irytuje mnie czyjaś powolność?
Czy potrafię być blisko drugiego człowieka, nie tracąc własnego tempa?
Nie trzeba tych zachowań od razu interpretować psychologicznie. Wystarczy je zauważyć.
Wspólny labirynt pokazuje coś bardzo prostego: wszyscy możemy znajdować się na tej samej drodze, a jednocześnie każdy przechodzi ją inaczej.
Labirynt, którego nie trzeba nawet przechodzić
Istnieją również małe labirynty palcowe.Ścieżkę prowadzi się palcem zamiast stopami.
Może się wydawać, że to zaledwie namiastka chodzenia, ale zmienia się głównie skala. Nadal pozostają początek, zakręty, centrum i powrót. Tego rodzaju praktykę wykorzystuje się jako krótką medytację, a współczesne środowiska labyrinth walking prowadzą także medytacje z labiryntami palcowymi. Można również rysować labirynt, kolorować jego ścieżkę, budować go z kamieni, sznura czy naturalnych materiałów.Można po przejściu zapisywać sny i skojarzenia.Można połączyć drogę z oddechem.Można wejść w ciszy albo z muzyką.
Można wykorzystać go indywidualnie albo w grupie.Labirynt pozostaje ten sam, a za każdym razem może stać się innym doświadczeniem.
Dlaczego chodzenie zmienia jakość medytacji?
Ciało lubi rytm.Chód i oddech tworzą naturalną powtarzalność. Kiedy dodatkowo nie musimy decydować o kierunku, część uwagi zostaje uwolniona.
W klasycznej medytacji przedmiotem uwagi może być oddech.Tutaj dochodzą:
kontakt stopy z ziemią, ruch ciężaru ciała, zakręty, zmieniająca się perspektywa, rytm kroków i obecność innych osób.
Badania nad samą medytacją chodzoną – szerszą kategorią niż chodzenie po labiryncie – wskazują, że łączenie uważności z ruchem może mieć znaczenie dla dobrostanu psychicznego i fizycznego. Nie oznacza to jednak, że wszystkie wyniki badań nad mindful walking można automatycznie przypisać Labiryntowi Chartres. Warto zachować tę różnicę.
Nie potrzebuję bowiem udowadniać, że geometria labiryntu „robi coś” z układem nerwowym.
Wystarczy zauważyć, co robi praktyka:
spowalnia, kieruje uwagę do ciała, ogranicza konieczność wyboru, daje rytm i tworzy wyraźną strukturę początku, drogi, centrum oraz powrotu.
To już bardzo dużo.
Powrót labiryntu
W XX wieku nastąpiło niezwykłe odrodzenie zainteresowania labiryntem jako praktyką kontemplacyjną. Jedną z najważniejszych osób tego ruchu stała się amerykańska duchowna episkopalna Lauren Artress. Dzięki jej działalności oraz Veriditas kopie wzoru z Chartres zaczęły pojawiać się w kościołach, ośrodkach rekolekcyjnych, szpitalach, ogrodach i miejscach medytacji. Również sam oryginał w Chartres znów jest regularnie udostępniany do przechodzenia. Katedra zachęca, aby traktować go jako drogę medytacji i pielgrzymowania, choć jednocześnie mocno przypomina o jego chrześcijańskich korzeniach.
I może właśnie tutaj znajduje się odpowiedź na pytanie o fenomen labiryntu.
Jego forma jest wystarczająco określona, aby nas prowadzić.
I wystarczająco otwarta, aby pomieścić bardzo różne ludzkie doświadczenia.
Nie wiem jeszcze, czym jest dla mnie Labirynt
Im dłużej zajmuję się Labiryntem, tym mniej mam ochoty zamykać go w jednej definicji.
Czy jest archetypem?
Mapą?
Praktyką kontemplacyjną?
Świętą geometrią?
Narzędziem pracy z uwagą?
Symbolem ludzkiego życia?
Być może nie muszę jeszcze rozstrzygać.
Kiedy pierwszy raz weszłam do Labiryntu, zaczęło dziać się ze mną coś bardzo prostego: zwolniłam.
Moje kroki stawały się coraz wolniejsze. Nie chciałam niczego stracić z tego doświadczenia. Zamiast próbować dojść gdzieś szybciej, zaczęłam poddawać się drodze.
I chyba właśnie to najbardziej mnie w nim fascynuje.
Żyjemy w kulturze, która nieustannie pyta:
Jaki jest cel?
Jak tam dotrzeć?
Jak zrobić to szybciej?
Labirynt odpowiada zupełnie inaczej.
Cel istnieje. Centrum jest widoczne niemal od początku.
A jednak nie wolno pójść do niego na skróty.
Trzeba przejść drogę.
Czasem zbliżyć się do tego, czego pragniemy.
Czasem znów się oddalić.
Czasem spotkać kogoś idącego w przeciwnym kierunku.
Czasem zwolnić.
Aż w końcu docieramy tam, dokąd nie dałoby się dojść prostą linią.
Być może właśnie dlatego Labirynt tak mocno odpowiada mojemu rozumieniu przemiany.
Nie jako szybkiego rozwiązania.
Nie jako pokonania siebie.
Ale jako procesu dojrzewania.
A kiedy dochodzę do centrum, odkrywam jeszcze jedną rzecz:
to nie jest koniec.
Trzeba zawrócić.
I wrócić do życia.




Komentarze