Ile piór można oddać? O wdzięczności, zaufaniu i granicach dawania
Zaktualizowano: 2 dni temu

Ostatnio wracają do mnie wspomnienia z Japonii; pojawiają się w codzienności, przywołane obrazem, skojarzeniem, chwilą zatrzymania. Spotkanie z mazurskimi, odlatującymi żurawiami znów otworzyło we mnie tę podróż. Patrzyłam za nimi, a w pamięci powróciła japońska baśń o ptaku, który chciał odwdzięczyć się za uratowane życie.
Dawno, dawno temu w Japonii żył ubogi, lecz bardzo pracowity i dobry młody rolnik Pewnego zimowego dnia, pracując na polu, usłyszał cichy pisk. Zauważył wspaniałego, białego żurawia (tsuru), który tkwił w sidłach zastawionych przez myśliwego. Mężczyzna ulitował się nad ptakiem, ostrożnie uwolnił go z pułapki i opatrzył ranę. Oswobodzony żuraw wzbił się w powietrze, zatoczył trzy kręgi nad jego głową i odleciał w stronę nieba.
Kilka dni później, podczas śnieżnej zamieci, do drzwi chaty rolnika zapukała piękna, skromna młoda dziewczyna o imieniu Tsu. Powiedziała, że zgubiła drogę w burzy i poprosiła o schronienie. Mężczyzna chętnie przyjął ją pod swój dach. Z czasem młodzi zakochali się w sobie i wzięli ślub, żyjąc skromnie, lecz bardzo szczęśliwie.
Gdy nadeszły ciężkie czasy i w domu zaczęło brakować jedzenia, Tsu zaproponowała pomoc. Powiedziała mężowi, że utka na krosnach niezwykłą tkaninę, którą będzie mógł sprzedać na targu za dobre pieniądze. Postawiła jednak jeden, twardy warunek: „Będę tkwić w pokoju tkackim przez kilka dni. Przez cały ten czas nikomu nie wolno wejść do środka ani nawet zajrzeć przez szparę w drzwiach”.
Mąż obiecał dotrzymać słowa. Przez trzy dni i trzy noce z zamkniętego pokoju dobiegał jedynie rytmiczny dźwięk pracujących krosien. Gdy Tsu w końcu wyszła, była skrajnie wyczerpana i blada, ale w dłoniach trzymała materiał o nieziemskiej piękności – lśniący, miękki i mieniący się bielą. Mężczyzna sprzedał go na rynku za ogromną sumę i na jakiś czas zapomnieli o biedzie.
Po pewnym czasie pieniądze znów zaczęły się kończyć (w innych wersjach to chciwy sąsiad lub kupiec namówił rolnika na kolejną tkaninę). Tsu, mimo ogromnego zmęczenia, ponownie zamknęła się w pokoju tkackim. Tym razem jednak mąż nie wytrzymał ciekawości i presji. Chcąc zobaczyć, jak powstaje tak cudowne dzieło, złamał obietnicę i cicho uchylił drzwi do pracowni.
To, co zobaczył, wprawiło go w osłupienie. Przy krosnach nie stała jego żona Tsu, lecz wspaniały biały żuraw. Ptak z miłością i poświęceniem wyrywał dziobem własne, miękkie pióra z piersi i wplatał je pomiędzy nici osnowy, tworząc lśniący wzór.
Żuraw natychmiast zauważył obecność mężczyzny. Skoro jego prawdziwa tożsamość została odkryta, czar prysł. Tsu z powrotem przybrała ludzką postać i ze łzami w oczach pożegnała się z mężem. Wyznała, że to ona była owym żurawiem, którego uratował na polu i chciała w ten sposób odpłacić mu za jego wielkie serce.
Ponieważ tajemnica została odkryta, nie mogła już dłużej pozostać w świecie ludzi. Tsu zmieniła się w żurawia po raz ostatni, wyfrunęła przez okno i zniknęła na tle zimowego nieba, zostawiając za sobą zrozpaczonego męża, który z chciwości i ciekawości stracił to, co najcenniejsze – miłość i zaufanie
Zostałam z tym obrazem. Z piórami, które stają się tkaniną. Z wdzięcznością, która skłania do dawania. Z obietnicą, której ktoś nie dotrzymał.
Myślę o tym, jak łatwo wdzięczność może zmienić się w poczucie długu. Ktoś był przy nas w trudnym czasie. Pomógł, przyjął, podał rękę. Chcemy odpowiedzieć troską. A później czasem trudno już rozpoznać moment, w którym zaczynamy dawać ponad swoje siły.
Jeszcze jedna przysługa, choć potrzebujemy odpoczynku.Jeszcze jedna rozmowa, na którą dzisiaj nie mamy przestrzeni.Kolejne „tak”, wypowiedziane z obawy, że nasze „nie” zabrzmi jak niewdzięczność.
Z zewnątrz wszystko może wyglądać pięknie. Jesteśmy pomocni, uważni, można na nas liczyć. Tylko my wiemy, ile kosztuje nas utkanie kolejnego kawałka tej tkaniny.
W tej baśni porusza mnie również prośba o zaufanie. Kobieta mówi, czego potrzebuje. Powierza drugiej osobie swoją granicę i liczy na to, że zostanie uszanowana. Czy potrafimy przyjąć czyjeś „potrzebuję przestrzeni”, nawet kiedy nie znamy wszystkich powodów? Czy umiemy wypowiedzieć własne, zanim zabraknie nam sił?
Tak dziś odczytuję tę opowieść. Wdzięczność może trwać obok granicy. Można pamiętać otrzymane dobro, kochać i jednocześnie powiedzieć: „Tyle mogę dać"
Patrząc za odlatującymi żurawiami, poczułam, że jest miejsce na jedno i drugie: na bliskość i własną drogę, na dawanie i przyjmowanie. A w Tobie- co się pojawia po przeczytaniu tej baśni?




Komentarze