top of page
Szukaj

Nici Światła. O pamięci rodu, traumie i najgłębszym ludzkim pragnieniu- przynależności.

Zdjęcie autora: sylwia serwońska
sylwia serwońska
9 paź
8 minut(y) czytania
Nici Światła. O pamięci rodu, traumie i najgłębszym ludzkim pragnieniu przynależności
Nici Światła. O pamięci rodu, traumie i najgłębszym ludzkim pragnieniu przynależności

„Życie można zrozumieć, patrząc na nie wstecz. Żyć jednak trzeba do przodu”.

— Søren Kierkegaard

Było we mnie od zawsze ogromne pragnienie: przynależeć.

Nie tylko fizycznie. Nie tylko mieć dom, adres, rodzinę czy miejsce, do którego można wracać. Chciałam czuć przynależność całą sobą. Taką, w której nie trzeba niczego udowadniać, zasługiwać na miłość ani usprawiedliwiać własnego istnienia. Gdzie można być dokładnie takim jakim się jest.

A jednak przez wiele lat czułam się jak wędrowniczka.

Przeprowadzki. Życie pomiędzy dwiema kulturami – Polską i Francją. Dwa języki, dwa światy, różne sposoby myślenia, odczuwania i budowania relacji. Ciało gotowe do drogi, dusza jakby w ciągłym zawieszeniu.

Dopiero z czasem zaczęłam rozumieć, że moja osobista historia może być częścią znacznie większej opowieści. Historii tych, którzy byli przede mną. Ludzi, którzy opuszczali swoje domy, tracili ziemię, język, bliskich, poczucie bezpieczeństwa. Którzy musieli zaczynać od nowa, często bez możliwości opłakania tego, co pozostawili.

Zaczęłam zadawać sobie pytania: czy można tęsknić za miejscem, którego nigdy się nie znało? Czy można nosić w sobie lęk przed utratą domu, choć samemu nigdy nie zostało się wygnanym? Czy poczucie wykorzenienia może mieć historię starszą od naszego własnego życia?

Dziś wiem, że nie ma na te pytania jednej odpowiedzi. Ale wiem też, że warto je zadawać.

Toko-pa Turner w książce "Przynależność. Opowieść o poszukiwaniu swojego miejsca na ziemi" pisze o przynależności jako jednym z najgłębszych ludzkich pragnień. W swojej wieloletniej pracy ze snami dostrzegała, jak często pod powierzchnią naszych marzeń, lęków i życiowych poszukiwań kryje się właśnie tęsknota za miejscem, w którym zostaniemy rozpoznani, przyjęci i pokochani.

Pragniemy, aby ktoś dostrzegł nasze talenty. Aby nasza obecność miała znaczenie. Abyśmy byli potrzebni innym, a jednocześnie mogli pozostać sobą. Pragniemy uczestniczyć w czymś większym niż nasze indywidualne życie.

Z psychologicznego punktu widzenia przynależność nie jest luksusem ani sentymentalną potrzebą. Jest jednym z fundamentów ludzkiego funkcjonowania.

Już od narodzin nasze przetrwanie zależy od więzi. Układ nerwowy niemowlęcia rozwija się w relacji z opiekunami. Poprzez kontakt, dotyk, głos i emocjonalną dostępność drugiego człowieka uczymy się regulować pobudzenie, rozpoznawać własne stany i stopniowo budować poczucie bezpieczeństwa.

Te wczesne doświadczenia współtworzą nasze wewnętrzne przekonania o świecie.

Czy jest dla mnie miejsce? Czy mogę potrzebować? Czy ktoś przyjdzie, kiedy będę wołać? Czy bliskość jest bezpieczna?

A co, jeśli nasi rodzice sami nie znali odpowiedzi na te pytania? Jeśli wychowywali się w rodzinach naznaczonych wojną, stratą, migracją, przemocą, ubóstwem albo emocjonalnym opuszczeniem?

Wtedy historia poprzednich pokoleń może wejść do naszego życia, zanim jeszcze nauczymy się mówić.

Dziedziczymy znacznie więcej niż geny

Przez długi czas o dziedziczeniu myśleliśmy przede wszystkim w kategoriach biologicznych. Otrzymujemy po przodkach kolor oczu, budowę ciała, pewne predyspozycje zdrowotne.

Dziś psychologia rozwojowa, badania nad traumą i nauki społeczne pokazują, że międzypokoleniowy przekaz jest znacznie bardziej złożony.

Dziedziczymy również rodzinne sposoby reagowania na zagrożenie, regulowania emocji, budowania bliskości i radzenia sobie ze stratą. Uczymy się ich poprzez codzienne doświadczenia, obserwację, relacje i atmosferę emocjonalną domu.

Dziecko wychowujące się przy stale zalęknionym rodzicu może nauczyć się nieustannego wypatrywania niebezpieczeństwa. Dziecko osoby, która przetrwała dzięki tłumieniu emocji, może przyswoić przekonanie, że płacz jest słabością. W rodzinie, w której utrata majątku była doświadczeniem traumatycznym, bezpieczeństwo finansowe może stać się wartością nadrzędną, a odpoczynek źródłem poczucia winy.

Nie potrzeba do tego świadomego przekazu.

Wystarczy sposób, w jaki rodzice reagują na nasze potrzeby. To, co mówią o świecie. To, czego się boją. I to, o czym milczą.

W ten sposób historia rodziny staje się częścią naszego emocjonalnego krajobrazu.

Co ważne, przekaz transgeneracyjny nie oznacza wyłącznie dziedziczenia cierpienia. Otrzymujemy również zdolność przetrwania, zaradność, twórczość, poczucie humoru, wrażliwość, umiejętność budowania wspólnoty i miłość do życia.

W naszym rodzie są nie tylko rany. Są także zasoby, z których możemy czerpać.

Kiedy trauma nie znajduje słów

Bessel van der Kolk, psychiatra i badacz traumy, w książce Strach ucieleśniony opisuje, jak doświadczenia zagrożenia mogą wpływać na układ nerwowy, pamięć, zdolność regulowania emocji i odczuwania własnego ciała.

Trauma nie jest wyłącznie wspomnieniem trudnego wydarzenia. Może pozostawić po sobie trwałe wzorce reagowania: nadmierną czujność, napięcie mięśniowe, trudność w odpoczynku, odruch zamierania czy potrzebę nieustannego kontrolowania otoczenia.

Wyobraźmy sobie kobietę, która przez wiele lat żyła w poczuciu zagrożenia. Nauczyła się nie okazywać słabości, nie prosić o pomoc, nie ufać nikomu. Przetrwała dzięki samodzielności.

Jej córka dorastała w domu, w którym nikt nie mówił o lęku, ale wszyscy żyli w napięciu. Nauczyła się być dzielna, przewidywać potrzeby innych i nie sprawiać kłopotów.

Wnuczka nie zna już pierwotnej historii. Ma dobre życie, kochającą rodzinę, względne bezpieczeństwo. A jednak nie potrafi odpoczywać. Każde zatrzymanie budzi niepokój. Każda prośba o pomoc wydaje się porażką.

Czy odziedziczyła traumę babci?

Nie możemy tego stwierdzić na podstawie samego podobieństwa doświadczeń. Możemy jednak rozpoznać możliwy mechanizm międzypokoleniowego przekazywania sposobów radzenia sobie ze stresem.

To, co dla jednego pokolenia było strategią przetrwania, dla następnego może stać się ograniczeniem.

I właśnie tutaj otwiera się przestrzeń pracy terapeutycznej.

Nie musimy wiedzieć wszystkiego o przeszłości, aby zauważyć, jak reagujemy dzisiaj. Możemy nauczyć się odróżniać rzeczywiste zagrożenie od wyuczonego oczekiwania zagrożenia. Możemy rozwijać nowe sposoby regulowania emocji, budowania relacji i doświadczania bezpieczeństwa.

W pracy z oddechem, ciałem i hipnozą szczególnie ważny jest dla mnie ten moment, kiedy człowiek zaczyna rozpoznawać własną reakcję, zamiast automatycznie jej ulegać.

Kiedy ciało, które przez lata przygotowywało się do walki, może doświadczyć odpoczynku.

Kiedy pojawia się przestrzeń na wybór.

Czy trauma może być dziedziczona biologicznie?

W ostatnich latach wiele uwagi poświęcono epigenetyce, czyli badaniu mechanizmów regulujących aktywność genów bez zmiany samej sekwencji DNA.

Badania pokazują, że przewlekły stres i trudne doświadczenia we wczesnym życiu mogą wiązać się ze zmianami epigenetycznymi. U ludzi obserwowano również związki między doświadczeniami traumatycznymi rodziców a biologicznymi wskaźnikami stresu u ich dzieci.

Trzeba jednak odróżnić te obserwacje od dowodu, że konkretna trauma zostaje biologicznie przekazana kolejnym pokoleniom. Taki mechanizm, zwłaszcza niezależny od wychowania i środowiska, nie został dotąd jednoznacznie potwierdzony u ludzi.


Dlatego bliższe jest mi myślenie o wielowymiarowym dziedziczeniu doświadczenia – biologicznym, emocjonalnym, relacyjnym, społecznym i kulturowym.

Dziedziczymy opowieści, ale także milczenie. Rodzinne przekonania o pieniądzach, miłości, pracy, obowiązku i odpoczynku. Wzory bliskości i dystansu. Sposoby przeżywania żałoby. Niekiedy również utratę języka, miejsca i kultury, do której należeli nasi przodkowie.

Nie wszystkie te przekazy są świadome. Nie wszystkie muszą być traumatyczne. I żaden z nich nie stanowi nieodwracalnego wyroku.

Niewidzialna lojalność. Kiedy miłość oznacza powtarzanie

W psychogenealogii Anne Ancelin Schützenberger ważne miejsce zajmuje pojęcie niewidzialnej lojalności rodzinnej.

To próba opisania sytuacji, w których pozostajemy wierni rodzinnym wartościom, oczekiwaniom i sposobom życia, nawet jeśli nie jesteśmy ich w pełni świadomi.

Czasami taka lojalność brzmi:

W naszej rodzinie kobiety zawsze były silne.

Nie wolno mieć lepiej niż rodzice.

Rodziny się nie opuszcza.

Na miłość trzeba zasłużyć.

Najpierw inni, potem ja.

Szczególnie porusza mnie myśl, że człowiek może nieświadomie rezygnować z części własnego życia, aby zachować poczucie przynależności.

Bo co się wydarzy, jeśli przestanę cierpieć tak jak moja matka? Jeśli pozwolę sobie na radość, której nie znała babcia? Jeśli odejdę z miejsca, w którym moi przodkowie pozostawali przez pokolenia?

Czy nadal będę jednym z nich?

Tutaj dochodzimy do niezwykle ważnego rozróżnienia.

Przynależność nie musi oznaczać podobieństwa. Wierność rodzinie nie musi oznaczać powtarzania jej losów.

Możemy kochać naszych rodziców i wybierać inaczej. Możemy uznać los przodków, nie czyniąc z niego własnego przeznaczenia.

Możemy pozostać częścią rodu i jednocześnie stać się bardziej sobą.

Oczyszczanie pamięci transgeneracyjnej – co właściwie oznacza?

W pracy duchowej często używamy określeń takich jak oczyszczanie pamięci rodu, uwalnianie traumy transgeneracyjnej czy uzdrawianie linii przodków.

Są to dla mnie ważne metafory procesu wewnętrznego.

Nie rozumiem ich jako dosłownego usuwania zapisów z komórek ani zmieniania przeszłości. Historia wydarzyła się naprawdę. Straty były rzeczywiste. Cierpienie naszych przodków zasługuje na uznanie.

Możemy natomiast zmieniać naszą relację z tym dziedzictwem.

W psychoterapii traumy ważne miejsce zajmuje tworzenie nowych znaczeń, rozwijanie regulacji emocjonalnej oraz integrowanie trudnych doświadczeń z całością autobiograficznej opowieści.

W pracy transgeneracyjnej możemy dodatkowo przyglądać się temu, jakie rodzinne przekazy wpływają na nasze życie i które z nich pragniemy świadomie przekształcić.

Czasem będzie to nazwanie rodzinnej tajemnicy. Czasem pozwolenie sobie na żałobę. Czasem rozpoznanie, że nie musimy dalej pełnić roli opiekuna wszystkich wokół.

A czasem najważniejszym doświadczeniem okaże się zwykłe zdanie:

Teraz mogę żyć inaczej.

Bliskie jest mi również symboliczne rozumienie traumy jako przerwania ciągłości. Człowiek traci kontakt z częścią własnego doświadczenia, ze swoim ciałem, emocjami, poczuciem sensu.

W pracy z symbolem, snami, medytacją i oddechem szukamy dróg ponownego nawiązania tego kontaktu.

Nie każdy obraz pojawiający się w transie jest wspomnieniem. Nie każda emocja pochodzi od przodków. Symboliczne doświadczenia nie są dowodem na wydarzenia z historii rodziny.

Mogą jednak pomóc wyrazić to, dla czego wcześniej brakowało słów.

Przynależność zaczyna się również w nas samych

Toko-pa Turner proponuje niezwykle poruszające rozumienie przynależności. Nie traktuje jej wyłącznie jako miejsca, które trzeba odnaleźć, ale jako zdolność budowania żywej relacji z sobą, innymi ludźmi, naturą i światem.



To ważne, ponieważ przez całe życie możemy szukać domu na zewnątrz.

W rodzinie. W związku. W grupie. W społeczności. W duchowej tradycji.

A jednak czasem, żeby zostać przyjętym, uczymy się ukrywać część siebie.

Przestajemy mówić o własnych potrzebach. Rezygnujemy z marzeń. Dopasowujemy się do oczekiwań, które nie są nasze.

Wtedy przynależność zaczyna przypominać umowę: możesz zostać, jeśli będziesz taki, jakiego cię potrzebujemy.

Turner nazywa to fałszywą przynależnością.

Prawdziwa przynależność dojrzewa wraz ze zdolnością pozostawania w kontakcie ze sobą. Z własnymi uczuciami, granicami, talentami, wrażliwością. Również z tymi częściami naszej historii, które były odrzucane lub zawstydzane.

Może dlatego praca z rodem jest dla mnie tak głęboko związana z pracą nad tożsamością.

Bo kiedy przestajemy szukać swojego miejsca wyłącznie poprzez spełnianie oczekiwań innych, możemy zacząć budować je świadomie.

Nici Światła – spotkanie z tym, co było, i z tym, co może się narodzić

W mojej pracy z Oddechem Transmodalnym i hipnoterapią wielokrotnie doświadczałam, jak ważne jest połączenie opowieści z odczuwaniem.

Możemy rozumieć historię swojej rodziny, znać wszystkie daty, imiona, migracje i straty, a jednocześnie wciąż reagować tak, jakby dawne zagrożenie było obecne.

Dlatego pracuję również z ciałem.

Z oddechem, który pozwala zauważyć napięcie. Z ruchem, który przywraca czucie. Z medytacją, która tworzy przestrzeń dla obrazów. Ze snami, w których niekiedy odnajdujemy symbole naszego osobistego i rodzinnego doświadczenia.

Szczególne miejsce zajmuje w tej pracy spotkanie z przodkami.

Wyobrażam sobie długi szereg ludzi stojących za moimi plecami. Tych, których znałam, i tych, których imion nigdy nie poznam. Ludzi odważnych i przestraszonych, kochających i zagubionych. Tych, którzy potrafili dawać miłość, i tych, którzy sami jej nie otrzymali.

Każdy z nich miał swoje życie.

Każdy czegoś pragnął.

Każdy coś utracił.

A jednak życie płynęło dalej, aż dotarło do mnie.

I wtedy pojawia się niezwykle proste doświadczenie: mam swoje miejsce w tej historii.

Nie muszę na nie zasługiwać.

Nie muszę powtarzać cudzego losu.

Mogę uznać tych, którzy byli przede mną, przyjąć to, co mnie wspiera, i świadomie wybierać własną drogę.

To właśnie nazywam duchowym zestrojeniem z rodem.

Być może właśnie na tym polega najgłębszy wymiar pracy transgeneracyjnej. Na stopniowym rozpoznawaniu, które historie naprawdę należą do nas, które przekonania przejęliśmy, jakie rodzinne lojalności kierują naszymi wyborami i co możemy z tym dziedzictwem zrobić dzisiaj.

Nie zawsze odnajdziemy odpowiedzi. Nie każda rodzinna tajemnica zostanie odkryta. Nie każdą stratę można naprawić. Nie wszystkie cierpienia dają się zamknąć w zrozumiałej opowieści.

Możemy jednak nauczyć się żyć z większą świadomością.

I być może któregoś dnia odkryć, że nie jesteśmy już wędrowcami szukającymi miejsca, do którego wolno nam należeć.

Że nasze korzenie nie muszą nas zatrzymywać. Mogą nas karmić.

Że dom nie zawsze jest miejscem, do którego wracamy. Czasem jest doświadczeniem, które powoli budujemy we własnym ciele, w relacjach, w sposobie traktowania siebie.

Wracam więc do słów Kierkegaarda:

„Życie można zrozumieć, patrząc na nie wstecz. Żyć jednak trzeba do przodu”.

Dzisiaj słyszę w nich coś jeszcze.

Możemy odwrócić się ku przeszłości z wdzięcznością, współczuciem i ciekawością. Możemy zobaczyć tych, którzy szli przed nami, z ich siłą i kruchością. Możemy rozpoznać nici, które nas z nimi łączą.

A potem odwrócić się ku własnemu życiu.

I pójść dalej.

Z korzeniami, które dają oparcie. Z przynależnością, która nie odbiera wolności. Z życiem, które wreszcie możemy nazwać swoim.


Inspiracje i podstawa merytoryczna: Toko-pa Turner, "Przynależność" ; Bessel van der Kolk, "Strach ucieleśniony"; Anne Ancelin Schützenberger, "Psychogenealogia i niewidzialne lojalności; przegląd badań nad epigenetycznym przekazem stresu u ludzi (2023)" Wątki psychogenealogiczne i duchowe zostały przedstawione jako perspektywy interpretacyjne, nie jako naukowo potwierdzony mechanizm dziedziczenia konkretnych wspomnień.


 
 
 

Komentarze


bottom of page