Tron dla Płodności. Czego Rada Bogiń może nauczyć nas o ciele w erze Instagrama?
Ponad sześć tysięcy lat temu na terenach dzisiejszej Rumunii powstało dzieło, które do dziś rzuca wyzwanie naszej estetyce, duchowości i popkulturze. Choć współczesne algorytmy i media przyzwyczaiły nas do oglądania kobiecego ciała przez filtr cyfrowej sterylności, neolityczna „Rada Bogiń” bezkompromisowo przypomina: piękno narodziło się z biologicznej potęgi, a nie z wyretuszowanego piksela.

Wszystko zaczęło się w ziemi, na stanowisku archeologicznym Poduri – Dealul Ghindaru w rumuńskim okręgu Bacău. To tam naukowcy odkryli ślady niezwykle rozwiniętej, neolitycznej kultury Cucuteni-Trypole (datowane na lata 4900–4750 p.n.e.). Wewnątrz glinianego naczynia, ukrytego w spalonym tysiąclecia temu sanktuarium, archeolodzy natrafili na depozyt rytualny, który w literaturze naukowej i publicystyce zyskał miano „Rady Bogiń” (Soborul Zeițelor).
Zestaw ten składał się z 21 glinianych figurek antropomorficznych oraz 13 miniaturowych tronów. Analiza archeologiczna ujawnia precyzyjną, niemal sceniczną strukturę tego znaleziska. Trzynaście większych posążków kobiecych zostało uformowanych tak, by idealnie pasowały do siedzenia na załączonych krzesłach. Pozostałe osiem figurek (w tym sześć mniejszych) dopełniało tę tajemniczą kompozycję.
Co najbardziej uderzające, ciała tych glinianych istot pokryte były misternymi nacięciami, które pierwotnie wypełniała czerwona ochra. Dla badaczy przeszłości to czytelny ślad: najstarszy dowód na stosowanie tatuaży, malowania ciał lub rytualnej skaryfikacji. Odkrycie niemal identycznego zestawu w pobliskiej miejscowości Isaiia ostatecznie potwierdziło, że Rada Bogiń nie była dziełem przypadku czy chwilową fantazją rzemieślnika. Był to powtarzalny, sformalizowany rytuał o ogromnym znaczeniu dla ówczesnej społeczności. Rytuał, w którym kobiecość zasiadała na tronie.
Przenosząc wzrok z opisów archeologicznych na same sylwetki figurek z Cucuteni, współczesny widz może przeżyć estetyczny szok. Wszystkie postacie mają potężne, wręcz przerysowane biodra, monumentalne uda i wyraźnie zarysowane brzuchy.
W świecie kultury Cucuteni ciało, które było płodne, było automatycznie uważane za piękne. Tamtejszy kanon nie miał nic wspólnego z kaprysami mody czy dążeniem do efemerycznej szczupłości. Obfitość kształtów była tam synonimem przetrwania. Szerokie biodra i zaokrąglony brzuch nie były postrzegane jako nadmiar tkanki tłuszczowej, sprawa do korekcji, lecz jako obietnica nowego życia, manifestacja żyzności ziemi i ziemskie ucieleśnienie Wielkiej Macierzy.
Sztuka neolitu nie idealizowała ascezy; wręcz przeciwnie – sakralizowała biologiczną obfitość. Piękno było tożsame z życiodajną siłą, a zdolność do dawania i podtrzymywania życia stanowiła absolutne sacrum, przed którym neolityczny człowiek zginał kolana.
Kiedy zestawimy estetykę Rady Bogiń z dzisiejszymi realiami, modą i wymogami kultury dotyczącymi ciała staje się jasne, jak bardzo naszym przekazem zawładnęły współczesne media. Przez ostatnie dekady kultura masowa dokonała brutalnej kolonizacji ludzkiego, a w szczególności kobiecego ciała. Zamknęła je w klatce nierealistycznych oczekiwań, odarła z biologicznego kontekstu i zamieniła w produkt handlowy.
Współczesny przekaz medialny promuje sylwetki, które paradoksalnie są biologicznie rzadko osiągalne – wychudzone, pozbawione naturalnych fałdów, bez zagłebień i krągłości ,wygładzone przez grafików i chirurgów. Narzucono nam narrację, w której ciało ma być przede wszystkim dekoracyjne i sterylne. Narodziny dziecka, rozstępy, dodatkowe kilogramy czy naturalne starzenie się są w mediach traktowane jak wady fabryczne, które należy jak najszybciej skorygować.
Oglądając gliniane boginie z Poduri, uświadamiam sobie, że daliśmy sobie odebrać pierwotną dumę z własnej biologii. Zredukowaliśmy ciało do obiektu wizualnego konsumpcjonizmu, zapominając o jego potędze i funkcji. Rada Bogiń obnaża współczesną hipokryzję: podczas gdy my ekscytujemy się lajkami pod wyretuszowanymi zdjęciami na Instagramie, nasi przodkowie lepili z gliny pomniki dla potęgi natury, która drzemie w każdym z nas.
Gliniane figurki z kultury Cucuteni przetrwały w ziemi ponad sześć tysięcy lat. Przetrwały pożary, wojny i narodziny nowych cywilizacji, by w XXI wieku przemówić do nas niemym krzykiem. Są dowodem na to, że kiedyś istniał świat, w którym naturalna, biologiczna siła człowieka była źródłem dumy i najwyższego zachwytu.
Warto zadać sobie prowokacyjne pytanie: co zostanie po naszych standardach piękna za kolejne sześć tysięcy lat? Cyfrowe chmury znikną, serwery społecznościowe obrócą się w pył, a algorytmy promujące sztuczną doskonałość zostaną zapomniane. To, co przetrwa, to prawda o naszej biologii, zapisana w ziemi. Rada Bogiń przypomina mi, że prawdziwe piękno nie potrzebuje filtrów – ono siedzi na tronie od tysięcy lat, ulepione z gliny, krwi i czystej zdolności do dawania życia, do kreacji.




Komentarze