Zanim oddech stał się metodą. Skąd właściwie wziął się Breathwork?

Największe odkrycia zaczynają się od czegoś, co było z nami przez cały czas.
Nie trzeba tego sprowadzać z dalekich krajów, kupować ani uczyć się od początku. Trzeba to zauważyć. Tak jest z oddechem.
Wyobraź sobie człowieka stojącego nad rzeką. Przez lata przychodził w to samo miejsce po wodę. Nosił wiadra, budował kanały, zastanawiał się, jak zatrzymać suszę. Aż któregoś dnia ktoś powiedział mu:
— A próbowałeś kiedyś wejść do rzeki?
Trochę tak myślę o historii współczesnego Breathwork.
Oddech towarzyszył człowiekowi od zawsze. Był częścią praktyk duchowych, medytacyjnych i kontemplacyjnych na długo przed tym, zanim ktokolwiek zaczął mówić o „pracy z oddechem”. W różnych tradycjach zauważano, że sposób oddychania pozostaje w niezwykłym związku ze stanem świadomości, emocjami i ciałem.
Współczesny Breathwork wyrósł jednak z trochę innego pytania:
Co się wydarzy, jeśli przestaniemy traktować oddech jedynie jako automatyczną funkcję organizmu i zaczniemy świadomie z nim pracować?
I tutaj historia robi się naprawdę ciekawa.
Kiedy psychologia zaczęła schodzić z fotela do ciała
Przez znaczną część XX wieku psychoterapia kojarzyła się przede wszystkim z rozmową. Człowiek opowiadał, terapeuta słuchał, wspólnie próbowali rozumieć znaczenie doświadczeń.
Ale równolegle rozwijał się drugi nurt myślenia: a co, jeśli psychika nie kończy się na tym, co potrafimy opowiedzieć?Co, jeśli doświadczenie zapisuje się również w napięciu mięśni, sposobie poruszania się, reakcji na dotyk, głosie — i w oddechu?
To pytanie stopniowo otwierało psychologię na ciało.
I rzeczywiście trudno nie zauważyć pewnej oczywistości, że kiedy się boimy, oddychamy inaczej. Kiedy płaczemy — inaczej. Kiedy próbujemy nie płakać — też inaczej. Inaczej oddycha człowiek spokojny, inaczej ktoś w złości, a jeszcze inaczej ktoś, kto przez całe życie nauczył się „trzymać”.
Oddech jest więc nie tylko wymianą gazową.
Jest także jednym z miejsc, w których spotykają się fizjologia i przeżycie.
Lata 60. i 70.: kiedy zaczęto eksperymentować ze świadomością
W drugiej połowie XX wieku nastąpił gwałtowny rozwój psychologii humanistycznej, pracy z ciałem oraz zainteresowania odmiennymi stanami świadomości.
W tym środowisku zaczęły rozwijać się również współczesne metody intensywnej pracy oddechowej.
Jednym z ważnych kierunków stał się Rebirthing związany z Leonardem Orrem. Inną drogą poszli Stanislav i Christina Grofowie, którzy stworzyli Holotropic Breathwork. W różnych szkołach pojawiały się odmienne założenia, sposoby prowadzenia sesji i interpretowania doświadczeń, ale wspólny pozostawał jeden niezwykle prosty instrument: oddech.
Nie chodziło już tylko o to, żeby „dobrze oddychać”.
Oddech zaczął być wykorzystywany jako sposób pogłębiania kontaktu z doświadczeniem — z ciałem, emocjami, obrazami, wspomnieniami i treściami pojawiającymi się poza zwyczajnym tokiem myślenia.
W pracy Grofa szczególne znaczenie uzyskały doświadczenia wykraczające poza prostą narrację biograficzną. Mogły pojawiać się intensywne doznania somatyczne, obrazy, symbole czy doświadczenia określane jako transpersonalne. Właśnie ten obszar stał się jednym z ważnych punktów rozwoju psychologii transpersonalnej. I tu zaczyna się coś, co dla mnie jest szczególnie interesujące.
Ciało czasami opowiada historię wcześniej niż my
Możemy przez lata mówić:
„Już mnie to nie dotyczy”.
„Przecież to było dawno”.
„Wszystko rozumiem”.
„Wybaczyłam”.
A potem ktoś wypowiada jedno zdanie. Ktoś odchodzi. Ktoś nie odpowiada na wiadomość. Czujemy określony zapach albo ton głosu.
I nagle ciało reaguje tak, jakby historia wydarzała się właśnie teraz.
Gardło się zaciska.
Brzuch twardnieje.
Ramiona podnoszą się niemal niezauważalnie.
Oddech robi się płytki.
Umysł mówi: „nic się nie dzieje”.Ciało odpowiada: „dla mnie dzieje się bardzo dużo”.
To właśnie tutaj współczesne podejścia somatyczne spotykają się z Breathwork.
Lubię opisywać Breathwork przede wszystkim jako proces bottom-up — od ciała do psychiki. Punktem wyjścia nie musi być analiza wydarzenia. Uwaga kierowana jest ku temu, co dzieje się w ciele i w oddechu, a znaczenie może pojawić się później. To ważna różnica, bo czasami człowiek nie potrzebuje kolejnego wyjaśnienia swojej historii.
Potrzebuje możliwości doświadczenia siebie inaczej.
Od „uwolnienia” do regulacji
Wokół Breathwork narosło sporo spektakularnego języka. Uwalnianie traum, blokad, energii, emocji , jednak im dłużej pracuję z oddechem, tym bardziej interesuje mnie coś mniej widowiskowego, ale znacznie ważniejszego:
zdolność człowieka do pozostawania ze sobą.
Nie pracujemy nad tym , żeby podczas sesji wydarzyło się jak najwięcej.
Nie każda łza jest przełomem.Nie każde drżenie oznacza traumę.Nie każda wizja jest wiadomością od Wszechświata.
Czasem najważniejszym doświadczeniem jest odkrycie:
mogę poczuć to, co czuję, i nie muszę przed tym uciekać.
Właśnie dlatego współczesną pracę z oddechem coraz bardziej interesują regulacja, bezpieczeństwo i zdolność do kontaktu z doświadczeniem, a nie jedynie jego intensywność. Kiedy ciało staje się miejscem procesu, integracja dokonuje się przede wszystkim poprzez doświadczenie i czucie.
Oddech jako próg
Jest jeszcze jeden powód, dla którego oddech fascynuje mnie od lat.
Jest jednocześnie automatyczny i zależny od naszej woli.
Oddycham, kiedy śpię. Nie muszę o tym pamiętać.
Ale w tej chwili mogę świadomie zrobić spokojniejszy wydech.
Jakby natura zostawiła nam małe drzwi pomiędzy tym, co mimowolne, a tym, na co mamy wpływ.
I dlatego oddech tak łatwo staje się metaforą większych procesów.
Nie mogę kontrolować wszystkiego, co mnie spotka.
Mogę jednak zauważyć, jak jestem w tym, co mnie spotyka.
Mogę poczuć, kiedy się zaciskam.
Kiedy przestaję oddychać.
Kiedy próbuję siebie zmniejszyć.
Kiedy ciało mówi „nie”, choć usta automatycznie odpowiadają „oczywiście”.
I czasem właśnie tam zaczyna się zmiana.Od jednego momentu zauważenia.
Oddech.
Pauza.
I odrobina więcej miejsca.
Rzeka była tutaj cały czas
Wracam więc do człowieka stojącego nad rzeką.
Być może przez całe życie próbował znaleźć sposób, żeby zapanować nad wodą. Dopiero kiedy wszedł do niej, odkrył coś zupełnie innego: rzeki nie trzeba prowadzić.
Trzeba nauczyć się rozpoznawać jej nurt.
Tak samo rozumiem pracę z oddechem.
Oddech nie jest magiczną techniką i nie musi być kolejnym zadaniem do wykonania poprawnie.
Może być sposobem słuchania.
Ciała.Emocji.Granic.Tego, co właśnie się we mnie wydarza.
Droga do siebie nie zaczyna się od znalezienia właściwej odpowiedzi.
Zaczyna się od zauważenia, że przez cały ten czas oddychałam.
Tekst powstał na podstawie fragmentu mojej pracy dyplomowej poświęconej Breathwork i Hipnointegracyjnej Terapii Głębi.
Sylwia SerwońskaStrefa Oddechu




Komentarze